COACH TO ŚWIADOMY SIEBIE PROFESJONALISTA



Wyobraziłam sobie dwie sytuacje. Pierwsza: telefonuje osoba poszukująca coacha. Ten w rozmowie pyta: "A co jest dla pana/i najistotniejsze przy wyborze coacha" Pada odpowiedź: "Aby był samoświadomy, bo to znacząco zwiększa szansę, że okaże się profesjonalistą".

Druga sytuacja: potencjalny coachee na zapoznawczym spotkaniu pyta coacha: "Czym uargumentuje pan/i swój profesjonalizm?" Słyszy odpowiedź: "Obok prowadzenia procesów coachingowych zajmuję się pracą nad poszerzaniem mojej samoświadomości". I dalej mówi o tym u kogo i jak często ma superwizję.

Marzą mi się takie sytuacje. Są w nich klienci, którzy rozumieją czego mogą od coacha wymagać i coachowie, którzy nie tylko czują się świadomymi siebie profesjonalistami ale systematycznie poziom tej samoświadomości kontrolują. Od lat dzielę się przekonaniem, iż najważniejszym narzędziem w pracy coacha jest on sam. Nie spotkałam jeszcze kogoś kto chciałby temu zaprzeczyć, co wcale nie oznacza, że każdy je rozumie. Oznacza ono stałe uświadamianie sobie kim się jest i jakim się jest.

DLACZEGO TAK REAGUJESZ

Mówisz, że znasz siebie "od podszewki", jesteś dla siebie przewidywalna/y, wiesz czego się po sobie spodziewać. Są to powszechnie używane stwierdzenia, których bywa, że trzymasz się jak przysłowiowego płotu. Do czasu. Zaskakująca reakcja otoczenia na twoje zachowanie; przedłużający się impas w ważnej relacji; doświadczanie niezrozumiałych stanów fizycznych (np. przyspieszony oddech lub bezdech; czerwienienie się lub blednięcie; skoki tętna) i/lub psychicznych (gwałtowna irytacja; nagły smutek; odczuwanie napięcia; nie bardzo uzasadnione wybuchy śmiechu) sprawiają, że może pojawić się pytanie - dlaczego tak reaguję? Umysł podsuwa zaraz pewne odpowiedzi, najczęściej w rodzaju: zmęczona/y jestem; zdenerwowała/em się; miała/em zły/dobry dzień. Odruchem jest poszukiwanie uzasadnienia zastanawiających cię własnych stanów czy zachowań, gdzieś poza sobą, na zewnątrz. Jestem zmęczona/y - bo dużo pracuję; zdenerwowała/em się - bo ktoś swym zachowaniem moje zdenerwowanie wywołał; zły/dobry dzień - był przyczyną smutku/radości. Przyzwyczajasz się do takich szybkich odpowiedzi i dopiero zmiana okoliczności może sprawić, że zostaniesz wytrącona/y z utartego schematu myślenia o sobie. Wtedy zauważasz, że jednak siebie nie znasz tak dobrze. Że nie rozumiesz dlaczego tak a nie inaczej reagujesz. Że nie masz jasności dlaczego w dany sposób jesteś odbierana/y przez otoczenie. Np. dostrzegasz wreszcie fakt, że od lat twoje interakcje z daną osobą zawsze kończą się kłótniami. Ilekroć wchodzisz na imprezę gdzie wszyscy się znają, spojrzenia obecnych niezmiennie interpretujesz jako krytykę swojej osoby. Zauważasz, że ludzie często peszą się gdy opowiadasz żarty albo systematycznie czujesz bezradność gdy bliscy mówią do ciebie i o tobie zdrobniale, jakbyś był/a małym dzieckiem.

MOMENT ZWROTNY

Moment, w którym dostrzegasz powtarzalność swoich reakcji w pewnych sytuacjach lub relacjach to wrota dla rozwoju samoświadomości. Może odzywa się twoja potrzeba, by nie wstydzić się, nie bać, nie czuć dezorientacji, nie przeżywać złości, nie mieć problemów ze snem? A może męczy cię powtarzalność pytania: dlaczego wiele rzeczy tak odmiennie postrzegam od innych? Albo jednak pytasz ostrożniej: dlaczego ONI nie myślą tak jak ja?

Można przeżyć swe życie nie zastanawiając się zbytnio nad tym kim się jest i dlaczego funkcjonuje się tak a nie inaczej. Jednak bywa, że okoliczności powodują konieczność wyboru: albo będziesz udawać, że dyskomfort nie jest dyskomfortem lub, że to ci wszyscy ONI są beznadziejni, nie mają racji, nic nie rozumieją - a już na pewno ciebie (!). Albo jednak przyjrzysz się sobie i może przybliży cię to do znalezienia odpowiedzi i wreszcie odczucia ulgi. Jedną z takich sytuacji jest wykonywanie profesji z obszaru pomocowego.

WPŁYWASZ NA INNYCH


W zawodach pomocowych - opartych na niesieniu pomocy ludziom, którzy chcą lepiej radzić sobie z psychologicznymi aspektami funkcjonowania - poszerzanie samoświadomości jest wymogiem. Mam na myśli np. psychoterapeutów, pracowników socjalnych. Profesją pomocową jest również coaching, ale nie jest on oficjalnie zawodem i nie jest nań nałożony ów formalny wymóg. Dlatego rozwój samoświadomości coacha zależy od jego dobrej woli. Ty, coach, masz do czynienia z coachees/ klientami, którzy decydując się na usługę coachingu znajdują się w procesie rozumienia siebie, by móc wypracować nowe/inne sposoby funkcjonowania. Zatem przyszli oni do ciebie – coacha, aby zwiększyć samoświadomość. Potrzebują do tego warunków psychologicznie bezpiecznych. Gwarantem tego bezpieczeństwa w największym stopniu masz być Ty - coach. Oczekuje się, byś był/a świadoma/y procesów w jakich znajdują się ich klienci i jaką rolę ty sam/a w tych procesach odgrywasz. Klient przychodzi ze swoim bagażem doświadczeń: emocji, przekonań, doświadczeń, relacji itp. Spotyka ciebie – coacha, który masz własny bagaż. Ich zetknięcie to niewiadoma dla obu stron. Staje się ryzykiem jeśli ty nie masz świadomości swych zachowań, a zwłaszcza przeżywanych w ich tle emocji. Co to znaczy, że nie jesteś ich świadom? Np. zauważasz, że mimika klienta wywołuje u ciebie przyspieszone bicie serca, czerwienienie się/blednięcie, spłycenie oddechu a w konsekwencji odbiera ci uważność na osobę klienta. Ryzyko pojawia się też np. gdy ty - coach nie rozumiesz własnego zniecierpliwienia może wręcz irytacji i nie kojarzysz jej z własnymi niezałatwionymi sprawami w trakcie gdy o takich mówi klient. Niebezpieczeństwem jest też np. sytuacja, kiedy przeżycia klienta powodują tak zaskakująco dla ciebie silne twoje wzruszenie, że wspólnie płaczecie. Oznacza to, że nie potrafisz powściągnąć własnych emocji, by móc pracować z emocjami klienta. Czyli brakowało ci samoświadomości jak bardzo własne emocje wymykają ci się spod kontroli. Podane przykłady to mała cząstka możliwych przejawów, gdy ty – coach, pomagająca/y, nie jest świadom/a tego co się dzieje z tobą w procesie, który jest własnością klienta. Siłą rzeczy klient zostaje wtedy opuszczony, bo ty przeżywasz swoje doznania. Naiwnością jest sądzić, że klient tego nie widzi. Nawet jeśli nie powie głośno, spostrzega na pewno. I od tego momentu zadaje sobie pytania: czy to jest w porządku, czy tak może być, czy jestem we "właściwych rękach"? Ludzie, którzy przychodzą po pomoc chcą wierzyć, że mają do czynienia z kimś kto "wie co robi" i jest profesjonalistą godnym zaufania. Przekonują się o formalnych kwalifikacjach osoby pomagającej dowiadując się gdzie się uczyła fachu, co studiowała, gdzie praktykowała, czy i kto ma nadzór nad wykonywaniem przez nią zawodu. Jednak ściany twego gabinetu coacha, nawet oblepione certyfikatami, nie gwarantują na ile jesteś świadom/a siebie w kontakcie, w którym chodzi o osobę coachee.

TWOJA SPÓJNOŚĆ POZWALA KLIENTOM ZAUFAĆ CI

W bezpośredniej styczności klienci odbierają wrażenie twojej większej lub mniejszej spójności w komunikowaniu się. Innymi słowy mają poczucie, że to jak się zachowujesz współgra z tym co mówisz. Trudno o wrażenie takiej zgodności jeśli ty - coach nerwowym głosem mówisz np. "tak, tak, rozumiem, że chcesz wreszcie uporządkować swoje emocje wobec tej osoby..." a przy tym np. uciekasz wzrokiem, spoglądasz na zegarek, co chwila zmieniasz pozycję na krześle, pocierasz dłonią brodę. Powodów takich zachowań może być wiele. Rzecz nie w tym, by je zgadywać, czy na siłę interpretować. Istotne jest to, że one wywierają wpływ na klienta. Znacznie mocniejszy niż słowa, które wypowiadasz. Klient bowiem może w tej sytuacji powziąć przypuszczenie, że ty - coach nie masz dla niego czasu, że sprawa, o której mówi klient ciebie nie interesuje. Sprowokuje to w nim emocje wobec ciebie: obawę? złość? rozczarowanie? To dawno udowodnione w psychologii, że bardziej wierzymy temu co widzimy niż temu co słyszymy. Jeśli ty jako coach potwierdzasz wypowiadane treści swoim sposobem bycia: wzrokiem, mimiką, gestykulacją, sposobem poruszania się, tempem mówienia, łatwiej jest innym zaufać tobie. Jest wtedy większe prawdopodobieństwo, że panujesz nad własnymi uczuciami. O kogoś takiego coachee chętniej się oprze stąpając po nieznanej ścieżce własnego rozwoju. Na takiej osobie z większym prawdopodobieństwem będzie można polegać gdy wyrazi opinię, poda informację zwrotną. Takiej osobie prędzej się wierzy.

W pracy nad samoświadomością obecny jest lęk: co odkryję, co się okaże, jakie będą tego skutki? Gdyby miało być tak, że moje odkrycia dyskwalifikują mnie w pełnionej roli, to co wtedy? Boisz się takich efektów i próbujesz je jakoś "obejść". Najchętniej wynajdując różne koncepcje, teorie, modele, statystyki oraz poszukując wszelakich "narzędzi". Tymczasem w relacji z drugą osobą nie da się nie mieć emocji. Można je co najwyżej stłumić a to jest najgroźniejsze, bo w skutkach nieprzewidywalne. Wielu coachom wydaje się, że powinni i że da się powstrzymywać przed przeżywaniem własnych emocji, a pomagają im w tym różnego rodzaju zabiegi intelektualne. Rzecz w tym, że nie mając kontaktu z własnymi prawdziwymi emocjami nie możesz mieć kontaktu z drugą osobą. Widzi ona bowiem i czuje, nawet jeśli nie potrafi nazwać, że jesteś niespójna/y, nie towarzyszysz, że jest jakby "za szybą". Zgodnie z każdą ze szkół coachingu, od coachee oczekujesz poszerzania jego samoświadomości. I ponury paradoks polega na tym, że pozostając w odcięciu od własnych emocji nie robisz wobec siebie tego, czego spodziewasz się od coachee.

Wiarygodny, godny zaufania coach stale pracuje nad swoją spójnością. Tego nie osiąga się żadnym certyfikatem. Gwarantem bycia spójnym nie jest ani wiek, ani płeć, ani bogata kariera. Nad tym trzeba pracować całe życie. Obserwowalna przez innych spójność coacha wynika z twojej samoświadomości. A poszerzanie jej nazywamy pracą nad sobą - nad byciem świadomym tego co się samemu przeżywa, z czego to wynika i jak to się przejawia w zachowaniu. W spotkaniu coacha i coachee (jak w każdym obszarze pomocowym) chodzi o to, by własne doznania coacha nie utrudniały koncentracji na potrzebach, przeżyciach, zachowaniach coachee. To jak dwa równoległe tory; ich sąsiedztwo jest oczywiste ale jeśli miałyby się przeciąć - niechybna jest katastrofa. Muszą pozostać równoległe, by proces pomagania był skuteczny.

Nie jest szczególnym problemem to, że robisz błędy, nie radzisz sobie z własnymi emocjami. Niebezpieczeństwem jest to, że nie chcesz tego zauważać i że nie nadajesz temu właściwego znaczenia. Dramat powstaje wówczas gdy taki "ślepy i głuchy" na siebie zabierasz się za pomaganie innym.

PUCHNĄCE EGO COACHA

Jako coach pewnie zauważasz, że wpływ jaki wywierasz na innych ludzi jest skuteczny. Ludzie mówią, że ich inspirujesz, chcą twojej rady; proszą o jakiś rodzaj wsparcia, by wytrwać w podejmowaniu zmiany. To jest dla ciebie duża gratyfikacja: czujesz się przydatny, potrzebny, wyróżniona/y, wręcz ważny. To mocny doping dla odczuwania sensu w życiu ale nie oszukujmy się, chodzi o ego. Ono chętnie karmi się uznaniem od innych ludzi. I sam ten fakt jeszcze nie jest niczym nadzwyczajnym. Zagrożenie ma miejsce wtedy, gdy nie zauważasz, jak twoje dumne, pęczniejące ego staje się główną siłą napędzającą chęć wpływania na innych. Masz "dowody" sensowności takiego wpływu: "bo tyle razy mówiono mi, jak celnie zadała/em pytanie", "ludzie chcą mnie słuchać", "wracają, by powiedzieć mi, jak zmieniło się ich życie po spotkaniach ze mną".

Poczucie, że jesteś w czymś świetna/y jest nieodzowne, by z ufnością do siebie podejmować się pracy coacha. Znajomość własnych uczuć i wiedza o tym co je wystawia na próbę, w sensie mocnego ich odczuwania, są podstawą budowania kontaktu z drugą osobą, dla której jesteś coachem. To niezbędna rama dla relacji coacha z coachee. Rama budująca psychologiczne bezpieczeństwo procesu coachingu.

PROFESJONALIZM COACHA

Polecam pewną praktykę. Po zakończonej sesji coachingowej usiądź na chwilę w spokoju i zrób notatkę. Nie powinna być długa, ale niech zawiera twój ogląd siebie jako coacha w pracy z coachee. Odpowiedz sobie na pytania: co się działo w toku spotkania? Czego doświadczała/eś - jakich emocji? Jakie zapamiętała/eś własne pytania? Jakie własne zachowania sobie przypominasz? Czego wyrazem one były? Jakie zapamiętała/eś charakterystyczne zachowania, słowa twego coachee?

A gdy dzień będzie się miał ku końcowi, zadaj sobie pytanie: Czego o sobie dziś się nauczyła/em?

Tę praktykę powtarzaj.

Coaching to sztuka pytania. Nabierz nawyku, by pytać siebie i sobie uczciwie odpowiadać. A ilekroć doświadczasz: niejasności co do własnych uczuć związanych z coachee; emocji (tak przyjemnych jak i nieprzyjemnych) wobec klienta - silnych na tyle, że przykrywają ci obraz sprawy, nad którą on/a chce pracować; zachowań w obecności klienta lub w myślach o nim, których nie umiesz powiązać z przyczynami ich występowania; poczucia, że nic cię nie zastanawia we własnym sposobie funkcjonowania (wiesz jak żyć i jesteś gotów wmawiać innym jak mają to robić) - znajdź superwizora i powiedz mu o tym koniecznie!

Superwizja to praca nad sobą. To dopuszczenie, by inni ludzie powiedzieli ci jak widzą twoje zachowanie, jak słyszą to co mówisz, jak czują się w twojej obecności. To informacja zwrotna, która jest podstawą do nabywania i zwiększania twojej samoświadomości. Warto sięgać po doświadczenia profesjonalne, czyli oparte na sprawdzonych standardach, wypracowanych przez fachowców legitymujących się dorobkiem oraz własnym sposobem bycia stanowiących o jakości tego czym się zajmują. W skrócie można by rzec: jeśli chcesz być uznawany za profesjonalistę ucz się od profesjonalistów.

Jest wiele form pracy nad sobą. Indywidualne i grupowe superwizje, treningi interpersonalne, konsultacje u psychoterapeutów. Różne szkoły lub ośrodki psychologiczne stosują różne nazwy ale ich idea jest bardzo zbliżona. Polega ona na tym, by osobie pragnącej rozwijać samoświadomość dostarczyć okazję do ekspozycji - ujawnienia jak myśli, czuje, zachowuje się - aby na tej podstawie otrzymała odpowiedzi jak jest odbierana przez innych i wtedy poddała analizie swoją postawę, uczucia, myśli. O samej superwizji w kolejnych postach.

Komentarze